FAScynujące forum Strona Główna FAScynujące forum
Forum dla rodziców, opiekunów i specjalistów zainteresowanych problematyką zaburzeń rozwojowych u dzieci i młodzieży

FAQFAQ  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  StatystykiStatystyki
RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  AlbumAlbum  DownloadDownload

Poprzedni temat «» Następny temat
EDUKACJA
Autor Wiadomość
Marek 
FASolek

Wiek: 47
Dołączył: 01 Paź 2007
Posty: 119
Skąd: okolice Katowic
Wysłany: 2007-10-06, 01:03   EDUKACJA

Witam Forumkowiczów :)
Witam Małgosiu G. i już odpowiadam na Twoją prośbę odnośnie uchylenia rąbka tajemnicy co do mojego radzenia sobie i nie radzenia w szkole.
Muszę wrócić pamięcią do wczesnych lat dzieciństwa, już po mojej adopcji (oprę się też na przekazach Mamy) ... Gaduła w piśmie jest ze mnie straszna, toteż postaram się streścić :)
Pierwszymi nauczecielami byli moi adopcyjni Rodzice (miałem 4 lata).
Mieli straszny ze mną problem, bowiem nawet nie rozumiałem co się do mnie mówi. Ruchowo też, bo nie potrafiłem chodzić. Z tego okresu pamiętam tylko jak mnie wsadzali do wanny z niewielką ilością wody ... na dnie wanny zawsze był ręcznik ... Potem kładli mnie do łóżka ...
Po jako takim zrehabilitowaniu mnie (ruchowym), gdy już się mogłem samodzielnie poruszać (ok. 5,5 r.ż.), główną terapią było doprowadzenie mojego organizmu do stanu w miarę odpowiedniego odżywienia. Potem nauka rozumienia i odróżniania podstawowych rzeczy/przedmiotów. Tu już miałem 6 lat. Było ciężko. Rozumiałem tylko czym jest kartka i kredki, z których tolerowałem jedynie tą w kolorze czarnym. Mama bardzo starała się, bym rysował coś ze swej dziecięcej wyobraźni lub coś, co mogłem obserwować z otoczenia. Niestety nie rozumiałem tego, co widzę. Widziałem, lecz nie rozumiałem ... co więc miałem rysować? Pewnego dnia zaczęły interesować mnie obrazki. Te obrazki odpatrywałem i je starałem się rysować. Niestety nadal nie rozumiałem innych otaczających mnie obrazów takich z życia, np. co za oknem, co Rodzice robią, itd.

Przedszkole.
Rodzice oddali mnie do przedszkola (6 r.ż.). Powinienem być wtedy w grupie starszaków, ale z uwagi na moje opóźnienia, byłem w średniakach. Totalnie sobie nie radziłem. Nie rozumiałem zabaw dzieci, nie rozumiałem w dalszym ciągu, co się do mnie mówi. Nie rozumiałem słuchowisk radiowych, podczas których oddalałem się i zajmowałem swoimi sprawami, np. układaniem frędzelków dywanowych, które inne dzieci cały czas pozostawiały w nie ładzie. Ech, nigdy nie wiedziałem która jest moja teczka na rysunki. Dzieci miały samodzielnie po nie iść, przynieść i zasiąść przy stole. Bardzo często z tego powodu płakałem, bo nie rozumiałem tego, co mam robić :(
Nawet nie potrafiłem sam się ubierać, bo nie rozumiałem, co do czego służy :( Nawet zabawkami się nie bawiłem, bo ... ich nie rozumiałem. Niczego nie rozumiałem, tylko te frędzelki, by były równiutko ułożone, no i telefon/zabawka. Ciągle jednak było głucho w słuchawce :( Nikogo nie było, nikogo bliskiego :( Być może dlatego do dziś mam wielkie opory, by gdziekolwiek zadzwonić. Co prawda mam problemy z porozumiewaniem się werbalnym (słownym), ale jakoś sobie radzę. Problemem jest lęk, że ... zastanę tą bolesną ciszę w słuchawce, lub kogoś, kogo nie zrozumiem, bo za szybko (no i tak jest, należy do mnie mówić powoli do dziś).
Potem "awans" do grupy starszaków. Było nieco lepiej z moim rozumieniem, ale nie mogłem sobie poradzić z tymi słuchowiskami radiowymi dla dzieci. Nie rozumiałem nadal, zbyt szybko. Mój mózg nadal nie mógł analizować, bo nie wychwytywał tego tempa. Nikt jednak się nie zorientował, że to o szybkość przekazu m.in. chodzi. Za to już kup do majtek nie robiłem :) wciąż jednak sikałem :( Wstyd :P

Szkoła Podstawowa.
7 r.ż. Mama miała wyrzuty, że posłała mnie do Szkoły Podstawowej w wieku 7 lat. To było za wcześnie, jeszcze za wcześnie dla mnie. To była normalna Szkoła Podstawowa dla zdrowych dzieci, w której moja Mama była dyrektorem i uczyła języka polskiego. Tylko dzięki temu mogłem tą Szkołe ukończyć, bo Mama robiła wszystko, bym jako tako opanowywał materiał nauczania, no i byłem stale pod Jej okiem. Niestety było to wszystko w stanie opłakanym. Nic z lekcji nie wynosiłem, nie rozumiałem. Powtarzanie tego materiału w domu. od rana do wieczora nauka. Nauka coraz trudniejsz, bo wiadomo - co wyższa klasa, to coraz więcej materiału. Szczerze powiedziawszy, to dopiero w wieku 9 lat zacząłem tak na prawdę rozumieć, kojarzyć o czym mowa. Niestety takiego przedmiotu jak matematyka - nigdy nie pojąłem - do dnia dzisiejszego (tylko podstawy, ale to już jako dorosły człowiek). Również język obcy sprawiał mi problemy, choć później po zastosowaniu metody "skojarzeniowej", poradziłem sobie. Był to język rosyjski, toteż łatwo było o te skojarzenia. Z innymi językami obcymi do dziś mam problemy. W Szkole Podstawowej było mi bardzo ciężko.
W domu bardzo dużo czytałem, bardzo, ale niestety nie rozumiałem tego, co czytam, co bardzo mnie szybko usypiało. A tu z roku na rok coraz więcej lektur :( Mama mi czytała. Jednak też nie rozumiałem, bo ... za szybko. Opowiadała mi więc. W szkole również uczyła języka polskiego, toteż była na bieżąco z lekturami. Opowiadała, opowiadała ... nie wiedziała jednak, że mój mózg się szybko męczy i się "wyłącza". Byłem grzecznym dzieckiem, cichym, zamkniętym w sobie ... często Mama myślała, że słucham, a mnie przy tym nie było. Potem prosiła, bym powiedział o tym, o czym opowiadała, a ja ... nic. I płacz, płacz z tej bezradności. Pewno Mama też popłakiwała, ale ja tego nie widziałem, bo mało co mogłem rozumieć co widzę (nie wiedziałem jak mam o tym powiedzieć, wytłumaczyć). Dla dziecka jest to nie zrozumiałym dlaczego może np. przepisywać z tablicy długie teksty, czyli widzieć, lecz innych rzeczy ... no też widzieć ale nie rozumieć. Do tej pory ludzie tego nie rozumieją - jak można odpisywać coś, a tego nie rozumieć.
Ciężko mi było, bardzo ciężko. Moim Rodzicom i mnie.
Skutkowały obrazki, wiedza przekazywana na obrazkach :) Na to wpadła Mama w sumie już tak pod koniec Szkoły Podstawowej - 7 klasa. Nieco zacząłem nadrabiać materiał, choć musiałem informacje układać własnymi obrazami, bo zapamiętać cokolwiek ... eeech. Nigdy nie nauczyłem się żadnego wiersza na pamięć. Tylko moje "mózgowe obrazy".
Mama również się zorientowała, że mam napady nieświadomości. Przerabiała ze mną materiał nauczania tylko w momentach mojego myślenia. Napady nieświadomości mogą być doprawdy niezauważalne, dlatego też Mama tak póżno się zorientowała. Szkoda, że tak późno, ale dobrze, że w ogóle. Od tego momentu moje uczenie się nabrało nieco innego charakteru. Przede wszystkim zostawały wykorzystywane tylko te momenty, w których byłem w stanie przyswoić wiedzę. To bardzo ułatwiło nam życie i mniej było stresów i nerwów, przy tym łez.

Szkoła Średnia.
Przepraszam Was, zrobię teraz przerwę, bo już noc późna ... Po śniadaniu napiszę ciąg dalszy, dobrze?
 
     
Małgosia G.

Dołączył: 01 Paź 2007
Posty: 73
Wysłany: 2007-10-06, 10:54   

"Nocny Marku" z niecierpliwością czekam na ciąg dalszy...
 
     
Małgorzata 

Wiek: 56
Dołączyła: 09 Wrz 2007
Posty: 650
Skąd: Lędziny
Wysłany: 2007-10-06, 11:15   

Marek,

Fascynująca opowieść. Czekamy na ciąg dalszy :)
_________________
Pozdrawiam serdecznie,

Małgorzata

Zapraszam na strony Fundacji FASTRYGA

http://fas.edu.pl/
http://fas.org.pl/

oraz Ośrodka FASTRTYGA
https://sites.google.com/site/osrodekwledzinach/home
https://plus.google.com/u/1/108991578606595391937/posts
 
 
     
Marek 
FASolek

Wiek: 47
Dołączył: 01 Paź 2007
Posty: 119
Skąd: okolice Katowic
Wysłany: 2007-10-06, 13:42   

Już jestem, jestem :) Oj, długo śpię; śniadanie często zjadam dopiero między 11:00 a 12:00. Ech, te "nocne Marki".

Zanim przejdę do relacji, co to było w Szkole średniej, to uzupełnię jeszcze okres edukacji między Przedszkolem a Szkołą Podstawową. Edukacja typowo szkolna, to nie wszystko.
Tak jak pisałem, musiałem przerabiać materiał nauczania w domku, od rana do wieczora :wpale: Było to jednak poprzeplatane również formą "uspołeczniania" takiego wycofanego dziecka. Mama zastosowała 2 metody: zajęcia w świetlicy szkolnej oraz - w celu nabycia sprawności - Związek Harcerstwa Polskiego. Tak jak w pierwszym przypadku byłem przerażony, tak w drugim podobało mi się bardzo :) Podobało mi się, bowiem najpierw jako Zuch, potem Harcerz - mogłem nabywać te sprawności, aż mi w pewnym momencie zaczęło nawet brakować miejsca na mundurze. Tego typu zachęta do zdobywania umiejętności najprzeróżniejszych, była wyzwaniem dla dziecka. Mój Tata również się bardzo przyczynił do tej formy wychowawczej, bowiem uczył mnie robienia różnych rzeczy. Nawet mi zabawki robił, potem jak byłem starszy, to i nauczył mnie jak dbać o dom. Wszczepił to we mnie, dlatego też nigdy nie miałem problemów z domowymi remontami :) Był złotą rączką, choć był autystykiem. Zmarł na raka jak miałem 15 lat. Był moim prawdziwym, biologicznym Ojcem.

Jako już dorosłego człowieka, zastanawiały mnie różnego typu pytania, co do mojego okresu dzieciństwa jeszcze przed adopcją. Było to dla mnie ważne i z ciekawości i z przyczyny diagnostyki, którą musiałem otrzymać (przejście na rentę w 2002r.). Mama nie jest skora do powracania pamięcią do tamtych zdarzeń, boli Ją to - toteż nie zawracałem Jej tym głowy, tylko na własną rękę odszukałem moją Rodzinę biologiczną. Nawiązałem kontakt ze starszą o 6 lat Siostrą (mam jeszcze drugą, o 10 lat starszą, ale nigdy Jej nie poznałem), i od Niej dowiedziałem się różnych rzeczy. A mianowicie, np. to, że moje problemy ruchowe - nastąpiły później. Fakt, że byłem dzieckiem "bez mózgu", ale byłem bardzo ruchliwy, potrafiłem chodzić i wszędzie mnie było pełno, bo byłem bardzo ciekawskim dzieckiem. Wstydzili się mnie gdziekolwiek zabierać, bo rozkopywałem wszystko, co w szafach i szufladach się znajdowało. Usilnie czegoś szukałem, jak to Siostra oceniła. W rodzinnym domu byłem jednak wycofany, cichy i tylko układający buty w przedpokoju albo słuchający melodii z radia. Tak, to Siostrze najbardziej pozostało w pamięci, że poza domem - ciągle czegoś szukałem. Nikt nie wiedział - czego.
W wieku 3,5 lat oddany zostałem do Domu Dziecka, a po pół roku adoptowany. Czyli wnioskować można, że to w Domu Dziecka moje problemy ruchowe, chodzenia - ujawniły się. Istotna jeszcze dla mnie była sprawa mojej Matki biologicznej. Moja adopcyjna Mama twierdzi, że zginęła w bójce pijackiej. Siostra z kolei potwierdziła, że od lat była uzależniona od alkoholu, ale chorowała też neurologicznie i też na takowym Oddziale w Szpitalu zmarła. Nie potrafiła mi jednak pokazać grobu naszej Matki. Z kolei kuzynka powiedziała, że wcale żadnego grobu nie ma. Zrozumiałem. Nie utrzymuję z Siostrą kontaktów, w ogóle z rodziną biologiczną.

SZKOŁA ŚREDNIA
Również miałem problemy z nauką, ale miałem już swój opracowany system nauki poprzez tworzenie "mózgowych obrazów". Niestety z przykrością muszę stwierdzić, że znalazł się krąg Nauczycielek, które usilnie próbowały mnie nie przepuścić do następnej klasy. Fakt, że miałem nadal problemy z matematyką, ale moje problemy w ogóle z nauką w TEJ Szkole średniej były spowodowane szykanami, które zgotowały same Nauczycielki. 3 Nauczycielki.
Liceum Zawodowe. Miałem swoje 2 ulubione przedmioty :) Lekcje wychowania fizycznego oraz rysunek techniczny. Udzielałem się w Szkole jako kronikarz i jako zawodnik w narciarstwie alpejskim oraz piłki ręcznej (byłem bramkarzem). Przyszedł moment, że nie mogłem Szkoły reprezentować, bowiem zaczęły się problemy ze stawami. Po operacji prawego nadgastka, Lekarz zabronił mi sportów intensywnych. Nie chcieli tego zrozumieć. Uważali, że mi się nie chce. Zaczęli mnie szykanować. Nie przepuścili do następnej klasy. Była to 1-sza klasa, toteż nie mogłem repetować tylko przenieść się musiałem do pierwszej klasy Zasadniczej Szkoły Zawodowej, kierunek elektroniczny (w tym samym Zespole Szkół). No i dobrze, tylko w sumie niestety uczyli mnie ci sami Nauczyciele, co w Liceum Zawodowym. Ukończyłem ZSZ i złożyłem papiery do Technikum w kierunku elektronicznym w trybie wieczorowym (w tym samym Zespole Szkół). Dalej mnie szykanowali. Matematyczka pewnego dnia powiedziała: "Jeżeli chcesz mieć u mnie jako takie fory, to zrezygnuj z ZHP i wstąp do mojego ZSMP. Co miałem zrobić? Zrobiłem tak. I tak mi powiedziała, że "Ciebie przez maturę nie przepuszczę". Po latach dowiedziałem się, że ta matematyczka miała na "pieńku" z moją Mamą. Aha, więc to o to głównie chodziło ...
W momencie mnie oświeciło i przeniosłem papiery do innej Szkoły i w innym mieście. Uczyłem się w Średnim Studium Ekonomicznym w trybie zaocznym. Uczyłem się i pracowałem już zawodowo. Tam miałem wsparcie i nawet pozwolono mi zdawać pisemnie, nawet przy maturze jeżeli chodzi o egzamin ustny. Bardzo mile wspominam te czasy, tą naukę, bardzo, choć musiałem dojeżdżać spory kawałek. Po ukończeniu i zdaniu matury w tejże Szkole - uczyłem się dalej w Technikum Ekonomicznym. Ukończyłem i to z całkiem dobrymi i bardzo dobrymi ocenami na świadectwach obu. Miałem kłopoty z matematyką, ale Nauczyciele stawiali na moje uzdolnienia w innych przedmiotach i, no przyznam się - przepchali mnie przez tą nieszczęsną matematykę, na maturze również. W tej właśnie Szkole nauczyłem się i dojrzałem do tego, by pisać samodzielne opracowania, które bogato ilustrowałem (wynik "obrazowego myślenia") a co bardzo się podobało :)
Uczyłem się i równocześnie pracowałem. Stanowisko pracy miałem bardzo dobrze dobrane, przede wszystkim samodzielne. W moim blogu dokładnie opisałem na czym polegała ta praca. To było moje i dbałem o swą pracę równie jak niegdyś o dywanowe frędzelki w Przedszkolu :)
Nie wierzyli we mnie, nikt nie wierzył ... tylko moi Rodzice i ukochana Ciocia, siostra Mamy (też pedagog, bibliotekarz).
Potem, mając 30 lat, podjąłem naukę w Wyższej Szkole Zarządzania o kierunku: ekonomia. Niestety nie ukończyłem tych studiów, choć bardzo mi kierunek ekonomiczny pomógł w wykonywanej pracy zawodowej. Nie ukończyłem, bo może nie tyle chodziło o to, iż ciężko było mi uźwignąć to wszystko, co to, iż w Zakładzie Pracy - zaczęły dziać się nie przyjemne sytuacje po tym jak go sprywatyzowano. Zwalniali pracowników i Ich obowiązki nakładali innym. Ja sam musiałem przyjąć obowiązki 2-ch pracowników, a że jestem powolny, to musiałem pracę wykonywać i w domu ... Poza tym choroba zaczęła postępować ... Lekarze nie chcieli widzieć problemu, ale Okulistyka powiedziała: DOŚĆ i przeszedłem na rentę. Pracowałem 14 lat. Jeden z Orzeczników powiedział: "To i tak długo Pan pracował". Osobiście uważam, że mógłbym pracować i uczyć się o wiele dłużej, gdyby nie zahwiania społeczne, które kosztowały mnie wiele stresów. Chciałbym nadal pracować i się uczyć (w wymarzonym kierunku), ale przyznać trzeba, że na rencie pozostanę już do końca życia. Jednak pomimo to uważam, że mógłbym być jeszcze przydatny.
 
     
Małgosia G.

Dołączył: 01 Paź 2007
Posty: 73
Wysłany: 2007-10-06, 14:37   

Marku, tak się zaczytałam, że placki ziemniaczane przypaliłam. Ale co tam placki. Jestem pod wrażeniem. Po raz pierwszy usłyszałam, a właściewie przeczytałam relację "z drugiej strony". Uważam że jesteś bardzo dzielnym człowiekiem i nie poddajesz się przeciwnościom losu. Tak trzymaj. Pozdrawiam Małgosia G.
 
     
Marek 
FASolek

Wiek: 47
Dołączył: 01 Paź 2007
Posty: 119
Skąd: okolice Katowic
Wysłany: 2007-10-06, 15:00   

Dziękuję Małgosiu G. :)
Moja edukacja nadal trwa :) Jestem Członkiem Polskiego Związku Niewidomych i dla tychże Członków, uzdolnionych artystycznie - stworzono Program "Kuźnia" prowadzone przez Krajowe Centrum Kultury Osób Niewidomych w Warszawie z siedzibą w Kielcach. Z całej Polski pozbierali nas, utworzyli 3 grupy 15-sto osobowe. Te grupy, to: muzyczna, plastyczna i grupa słowa. Ja jestem w plastycznej. W grudniu tego roku mamy otrzymać certyfikaty (nie wiem jednak do czego uprawniające). Program "Kuźnia", to wyjazdy warsztatowe, na których mamy zajęcia i praktyczne i teoretyczne.
Wszystko odbywa się coś na wzór Polskiego Uniwersytetu Ludowego we Wzdowie, z tą różnicą, że tą aktywizaję zawodową opłacono nam z Funduszu Europejskiego.

Taka forma edukacji jest bardzo trafioną jeżeli chodzi o Osoby niewidome czy niedowidzące. Bardzo trafioną dla takich jak ja, z niepełnosprawnością sprzężoną. Dla FASolek :)

Nadal się będę edukować :) Bardzo chciałbym zdobyć kwalifikacje instruktora/nauczyciela terapii zajęciowej.

Ojej, biedne placki ... a ja za to zaraz przypalę kotlety :D
 
     
Małgosia G.

Dołączył: 01 Paź 2007
Posty: 73
Wysłany: 2007-10-07, 14:38   

Patrząc z perspektywy na twoje samozaparcie, myślę, że instruktorem zostaniesz. Czego Ci bardzo życzę. ;)
Interesuje mnie jeszcze jedna rzecz. Jak w twoim przypadku było z rozwojem społecznym i emocjonalnym. Może rozwinąłbyś kolejny wątek...Pozdrawiam. :D
 
     
Małgorzata 

Wiek: 56
Dołączyła: 09 Wrz 2007
Posty: 650
Skąd: Lędziny
Wysłany: 2007-10-19, 21:30   

Marek,

Dziękuję bardzo za życzenia! :D Ty tez z października, jak widzę. :)

Co fajnego robisz w sekcji plastycznej? Myśmy raz przeprowadzili warsztaty gliniane dla naszych Fasolek.
_________________
Pozdrawiam serdecznie,

Małgorzata

Zapraszam na strony Fundacji FASTRYGA

http://fas.edu.pl/
http://fas.org.pl/

oraz Ośrodka FASTRTYGA
https://sites.google.com/site/osrodekwledzinach/home
https://plus.google.com/u/1/108991578606595391937/posts
 
 
     
Marek 
FASolek

Wiek: 47
Dołączył: 01 Paź 2007
Posty: 119
Skąd: okolice Katowic
Wysłany: 2007-10-19, 22:56   

Witam Panią, Małgosiu :D Witam Forumkowiczów :D
Tak, ja też październikowy :) W tak pięknej porze roku się urodziliśmy, tak barwnej :D Dzień swych urodzin w tym roku spędzę w podróży, bowiem wyjeżdżam na kolejne warsztaty "Kuźni" - tym razem do Marózek koło Olsztynka (Mazury). I znów dwa wielkie bagaże będę mieć z sobą, plecak z ciuchami koniecznie ciepłymi oraz walizkę na kółkach wypełnioną po brzegi najprzeróżniejszymi narzędziami rzeźbiarskimi :D To nic, nie przerażają mnie te co miesięczne wyjazdy z taaakimi tobołami, bo najważniejszy jest urok tych szkoleń. Szkolenia odbywają się w formie i teorii i praktyki. Uwielbiam je i naszych wykładowców/nauczycieli oraz samych organizatorów. Już zapowiadam, że umrę, gdy się "Kuźnia" zakończy ... a to już w grudniu tego roku rozdadzą nam certyfikaty. Buuu :( Bardzo będzie mi tego brakować, oj jak bardzo.
Nawet się bardziej "uspołeczniłem" dzięki tym wyjazdom, bo jak wiadomo - jestem autystyczny. Oj, jak będzie mi brakować ... i co ja zrobię, co zrobię? Buuu :(
W tym miesiącu przerwałem swą pracę twórczą, na rzecz pracy domkowej - odnawianie, malowanie, reperowanie i takie tam :) Niestety nie potrafię poradzić sobie z podzielnością uwagi, no i moja twórczość artystyczna - czeka na mnie. Już w krótce, w krótce powrócę :)
"WARSZTATY GLINIANE DLA NASZYCH FASOLEK", ojej, FASolek Marek (czyli ja), się bardzo zainteresował tym :D Proszę napisać coś więcej. Czy to jakiś cały cykl zajęć dla dzieciaków? O jak fajnie, aż chciałoby się z Wami być :562:
 
     
Małgorzata 

Wiek: 56
Dołączyła: 09 Wrz 2007
Posty: 650
Skąd: Lędziny
Wysłany: 2007-10-20, 06:26   

Marek napisał/a:
Czy to jakiś cały cykl zajęć dla dzieciaków?


Napiszę jak wrócę, jadę właśnie na Słowację (drugi raz w tym tygodniu :558: )
Marek napisał/a:
O jak fajnie, aż chciałoby się z Wami być :562:


No,to przecieżjest do zrobienia. :D
_________________
Pozdrawiam serdecznie,

Małgorzata

Zapraszam na strony Fundacji FASTRYGA

http://fas.edu.pl/
http://fas.org.pl/

oraz Ośrodka FASTRTYGA
https://sites.google.com/site/osrodekwledzinach/home
https://plus.google.com/u/1/108991578606595391937/posts
 
 
     
Marek 
FASolek

Wiek: 47
Dołączył: 01 Paź 2007
Posty: 119
Skąd: okolice Katowic
Wysłany: 2007-10-20, 10:38   

Tak, tak - proszę napisać o tych warsztatach glinianych dla dzieciaków :) Oj, ja to jestem taki szczegółowy we wszystkim i chciałbym wiedzieć, czy to tylko dzieciaczki dostały glinkę samoutwardzalną do swych łapek i sobie lepiły, czy też dysponowaliście zapleczem bardziej rozszerzonym, tzn. prosesy wypalania linki, szkliwienia ... koło gancarskie?
Naprawdę jest do zrobienia, bym był bliżej Was? :521: Czekam na Pani powrót, Małgosiu :D
 
     
rogal
Gość
Wysłany: 2008-01-09, 02:02   

i co.. nie wróciła Małgosia? :(
 
     
Gość

Wysłany: 2008-01-09, 02:03   

rogal napisał/a:
i co.. nie wróciła Małgosia? :(


a tu już 2 miesiące minęły
 
     
Małgorzata 

Wiek: 56
Dołączyła: 09 Wrz 2007
Posty: 650
Skąd: Lędziny
Wysłany: 2008-01-09, 14:19   

Wróciła, wróciła, ale za to Marek zniknął i nie wraca do tematu :)
_________________
Pozdrawiam serdecznie,

Małgorzata

Zapraszam na strony Fundacji FASTRYGA

http://fas.edu.pl/
http://fas.org.pl/

oraz Ośrodka FASTRTYGA
https://sites.google.com/site/osrodekwledzinach/home
https://plus.google.com/u/1/108991578606595391937/posts
 
 
     
Marek 
FASolek

Wiek: 47
Dołączył: 01 Paź 2007
Posty: 119
Skąd: okolice Katowic
Wysłany: 2008-01-17, 01:18   

kto by się tam kochani Markiem przejmował? Jak z nim nie chce ktos rozmawiać to i on się bardzo ale to bardzo zamyka w swoim świecie i trudno go z tamtąd wywołać
 
     
Wyświetl posty z ostatnich:   
Odpowiedz do tematu
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku

Skocz do:  

Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group
Strona wygenerowana w 0,2 sekundy. Zapytań do SQL: 13