FAScynujące forum
Forum dla rodziców, opiekunów i specjalistów zainteresowanych problematyką zaburzeń rozwojowych u dzieci i młodzieży

Mam pytanie... - FAS i nauka języków obcych.

Gośka - 2007-10-23, 19:15
Temat postu: FAS i nauka języków obcych.
Witam. Znowu mamy doła w szkole i szukamy pomocy. Język angielski jest dla Karolki nie do przeskoczenia. Pierwsza klasa gimnazjum , mnóstwo słówek, nowe zwroty, a pamięć ciągle taka sama. Jak pomóc dziecku w nauce języka obcego? Korepetycje odpadają, bo ona nie odzywa się do pani. Na tematy dowolne - owszem, ale nic po angielsku. W klasie również nie odpowiada, napisać nie umie a ja nie potrafię jej pomóc. Mała twierdzi, że nie będzie sie uczyć bo nie zamierza nigdzie wyjeżdżać i rozmawiać po angielsku. Jest bardzo konsekwentna w swoim postanowieniu i na lekcjach milczy jak grób. Wiem, że kiedyś jeszcze w szkole podstawowej dzieci ją wyśmiały jak odpowiadała i chyba stąd ten upór. Jeśli macie pomysł co z tym zrobić - pomóżcie! :568:
Ania - 2007-10-25, 08:09

Ja miałam zadać dokładnie to samo pytanie: Jak radzicie sobie z nauką języków obcych?
U nas ten sam problem, nie dość, że nie potrafi zapamiętać tych słówek, to o napisaniu ich nie ma już mowy (pisze je z polskimi literami, tak jak słyszy). To dopiero początek, dni tygodnia, zwierzęta, itp a tu już tak pod górkę. Co będzie dalej.... Też uważa, że nie będzie się uczyć, bo nie potrzebuje znać angielskiego.
Może ma ktoś jakiś sposób na naukę języków przez nasze Fasolki? :)

Mania - 2007-10-25, 19:02

Nie mam oczywiście rzadnej rady, ale jak można od nich wymagać języków obcych jak one nie umieją polskiego, przynajmniej moje. Robią błędy przepisując tekst z książki, a pisanie ze słuchu to wychodzi - dopiero- w obcym języku , którego same nie znają, bo nie potrafią odczytać.Język obcy to totalna klęska.
Gośka - 2007-10-25, 20:55

No to klęska zupełna. Widzę, że nie tylko my mamy problem. Czekamy więc na eksperta, który ma pomysł na częściowy choćby sukces w uczeniu się języka obcego przez nasze FASolki. Pozdrawiam.
bolek - 2007-10-31, 00:38

Moi synowie 25 I 22 lat uczyli sie jezyka szwedzkiego w szwecji. I 2 lata Im to zajelo. A I takdo dzis slabo nim wladaja. Mlodszy syn nauczyl sie angielskiego sam. W szkole kiepsko mu to szlo. A poznal go dzieki gra komputerowym I zamilowaniem do tego. Uparl sie na sim city I tak sie zaczelo. Potem Internet I poznawanie dziewczyn. Podroze do obcych panstw. A tam tylko angielski.Dzis sobie niezle radzi. Wiem ze w Polsce troche inaczej patrza na wykrztalcenie niz w Szwecji. Wspolczuje Wam. Moi obaj synowie zostali kierowcami ciezarowek. Choc z zona mielismy inne marzenia. Powodzenia. Moze moja wypowiedz w czyms Wam pomoze.
Danusia - 2007-11-09, 08:15

No właśnie z tym językiem.
W szkole nauka języka (u moich dzieci) polega na tym,że są wymagane słówka z poprzedniej lekcji - więc moje aniołki kują te słówka i mają 5 i 4 - no , ale już za kilka dni nic z tego nie pamiętają:(
Mamy to szczęście,że dzieciaki maja bardzo duży zapał do nauki języków obcych i chodzą po domu i czasami mówią do siebie po angielsku , z tego powodu mój 2 latek nie umie powiedzieć po polsku - nazywam się Dawid - tylko I'm Dawid :D:D :D
Dzieje się tak ,że całą rodziną trenujemy aikido i gościmy, również w domu na obiadach czy kolacjach rożnych mistrzów to z Holandii to z Japonii - no i językiem , którym się komunikujemy jest angielski i japoński i dzieci tak bardzo chcą sie uczyć tego języka i to jest niesamowite, a że zaraz zapominają jak dzieci :)

Kiedyś moja panna o 6 rano wstała i "kuła" te słówka i denerwowała się - sama do siebie takim językiem mówiła :" z tego stresu to wszystko mi sie miesza " :D - mam nadzieję,że ten zapał im nigdy nie minie.

Dodam,że oprócz tego 2 latka mam - trojkę dzieci z FAE ( niezdiagnozowanym do końca, ponieważ rozpoczęliśmy procedurę u Małgosi , dostaliśmy zestaw ,ćwiczeń , ćwiczyliśmy dzielnie, ale jakoś tak - nie była diagnoza nam potrzebna - wystarczyła nam sama świadomość, zresztą dzieci nie są ,aż tak problemowe, nie potrzebują indywidualnego nauczania - dają sobie super rade, są nawet jak na to co przeszły w swoim życiu bardzo samodzielne i zaradne ).

Małgosia G. - 2007-11-10, 14:31

Znalazłam ciekawy artykuł o metodzie nauczania języka angielskiego - "Hurray". Jest ona przeznaczona dla dzieci dyslektycznych, które mają problemy z nauką czytania, pisania, nie zapamiętują reguł pisowni. Autorzy proponują wielorakość technik nauczania dostosowanych do wieku ucznia, w zabawowej formie(m.in nagrania piosenek, chantów i nursery rhytmes w wersji karaoke, projekty typu arts and crafts integrujące naukę języka i ćwiczenia zdolności manualnych, wprowadzenie do zajęć elementów typu act it out - drama, mini - plays, mini projects). Nauczyciel dysponuje bogatym materiałem wspierającym prowadzenie zajęć. Są to m.in zadania dla dzieci dysfunkcyjnych w formie osobnych kart pracy, do powielania, wraz z komentarzem.
Tradycyjny podręcznik z ćwiczeniami, nagrane dialogi, odtwarzane teksty czytanek, od czasu do czasu piosenka - to jakby powiedział Marek (pozdrawiam) "za szybko i za dużo na raz" dla naszych dzieci. Może więc dla ich dobra warto spróbować innych, nowych metod w nauczaniu...nie tylko angielskiego.


:611:

Artykuł "Hurray! - mamy sposób na dysleksję" - Biuletyn klubu nauczyciela "Pomagamy uczyć" nr2/2007 WSiP

listopad - 2007-12-01, 21:10
Temat postu: angielski
Witam,
W nauce języka obcego dla dziecka ważna jest sytuacja w której trzeba coś zapamiętać.
Jeśli rodzice władają tym językiem warto np. z dzieckiem organizować w domu mini scenki po angielsku, bardzo krótkie typu: podaj mi ołówek, a teraz narysuj np. dom. Jeśli dziecko woli lepić z plasteliny albo ciatoliny warto pobawić się w ciastolinowanie, klejąc np. różne zwierzątka i nazywająć je po angielsku. Dzieciaki naukę własnego języka zaczynają od rzeczowników. Warto więć posłużyć się tym samym kodem rozwojowym i zorganizować dużo zdjęć obrazków przedstawiających rzeczy codziennego użytku, począwszy od rzeczy którymi posługują się wasze pociechy typu: kubek, szczoteczka do zębów, ręcznik, plecak, książka. Po drugiej stronie napiać angielski odpowiednik. Nie warto dziecka odpytywać ze słówek, lepiej jest wprowadzać po cztery pięć wyrazów i prezentować je dziecku czytając na głos kilka razy dziennie. Zadaniem dziecka jest jedynie powtarzanie. Jeśli wyrazy z obrazków uda się potem znaleźć i nazwać w rzeczywistości to nauka zacznie pomału postępować. Warto jest zorientować się jak dziecko lepiej zapamiętuje: wzrokowo, dotykowo, słuchowo - to klucz do odpowiedniego przygotowywania dziecku materiałów do nauki.
Pisanie to następny etap, ale i tu można pokusić się o kilka strategii. Jedną z nich jest prezentowanie początkowo krótkich wyrazów angielskich do góry nogami i czytanie ich przez dziecko - u w a g a! nie mogą to być nowe słowa. Dopiero po takim odczytaniu można dziecko poprosić o napisanie go.
Wielokrotne przepisywnie tych samych wyrazów nie przynosi często efektów, to samo z głośnym powtarzaniem przez samo dziecko. Inna dla naszych zmysłów jest sytuacja gdy mamy możliwość spokojnego powtarzania po kimś, gdy możemy to zrobić dowolną ilość razy stosując kilkusekundowe pauzy dla obrobienia informacji przez mózg. Dziecko w takich sytuacjach nie może czuć się poganiane i musi pracować na granicy swojego tempa.
Przykładowo - czytamy mu kilka wyrazów, z ewentualną prezentacją, potem robimy 20 min przerwy, powtarzamy i wracamy do tego po godzinie, potem po kilku. Materiał powinien zostać powtórzany co kilka dni. Zasada jest taka 2/3 materiału starego 1/3 materiał nowy.
Przy planowaniu odrabiania lekcji nie jest wskazana długa praca nad jednym zagadnieniem. Powinny to być krótkie serie materiału, z logicznym początkiem i końcem.

Warto też wiedzieć, że nasz mózg uczy się nie w trakcie powtarzania, a w przerwach ktróre mu dajemy na odpoczynek. Dlatego w nauce tak ważna jest odpowiednio dobrana częstotliwość powtórek i przerwy między nimi.

Gośka - 2007-12-01, 22:49

Dzięki bardzo za instrukcję, ale jest jeden problem i ja i mój mąż uczyliśmy sie niemieckiego. Sądzę, że moja znajomość angielskiego nie jest na tyle dobra, abym mogła dawać korepetycje. Wiele rozumiem, ale wymowa... :/ szkoda dziecka. ;)
bolek - 2007-12-01, 23:11

Dla mnie ciekawa kwestia jest zycie.
Jezeli ma sie 2 czy 3 dzieci z problemami. Pracuje zawodowo w pelnym wymiarze godzin. To kiedy znalesc czas? Jezeli dojadz do pracy zajmuje 1 godzine, to kazdy z rodzicow bedzie poza domem ok 11-12 godzin dziennie (z zakupami). Jeszcze obiad, sprzatniecie...

W soboty i niedziele generalne porzadki, pranie...

Czy to oznaczaloby ze prawo do dzieci moga miec osoby b bogate?

Bo tego czasu normalnej rodzinie chyba zabraknie.

A moze sie myle?

Małgorzata - 2007-12-01, 23:24

bolek napisał/a:
Czy to oznaczaloby ze prawo do dzieci moga miec osoby b bogate?


... albo wariaci lub święci (a może jedno i drugie :D)

bolek napisał/a:
tego czasu normalnej rodzinie chyba zabraknie.

Pewnie, że brakuje, ja już ledwie zipię i odliczam dni do Świąt. Od 9 lat nie byliśmy z mężem na wakacjach na przykład. Nauczyłam się 5 minutową przechadzkę po ogrodzie rozciągac w czasie i nasycać duszę każdą minutą spokoju... Zwyczajne samotne wyjście po zakupy staje się relaksem, a gdy mam taki dzień, kiedy nie ma zobowiązań zawodowych (nie mam umówionej rodziny, szkolenia, nie dzwoni telefon z problemami) i mogę tylko prać, prasować i sprzątać - ogarnia mnie absolutny błogostan... :D To już chyba nie jest normalne, co? ;) :551:

bolek - 2007-12-01, 23:35

Hmm.

Czyli. Babcie i dziadkowie. Mamy i tesciowe.
Tylko oni nam moga pomoc. A my im. Ja wiele zawdzieczam mojej tesciowej.
Byla najwspanialsza tesciowa na swiecie. I pomogla w wychowaniu dzieci.

Umarla 3 lata temu.

Dziekuje MAMO.

Gośka - 2007-12-02, 01:12

W chwili obecnej większość z naszych dzieci jest juz poza domem; z pięciorga pozostało dwoje. I zrobiło się straszliwie pusto. Każde z nich było cząstką tego domu, przez długi czas brakowało ich strasznie, teraz trochę przywykłam. Nie mniej z radością czekam na każdy ich przyjazd. I ze zdziwieniem odkryłam, że wcale nie mam więcej czasu. Może byłam młodsza i łatwiej radziłam sobie z zespołowym chorowaniem na ospę czy świnkę, prasowaniem sterty podkoszulek czy zmianą pościeli na 7 łóżkach. Nie mieliśmy samochodu, więc po całym mieście biegałam na piechotkę, szyłam stroje na zabawę karnawałową, jeździliśmy na sankach, lepiliśmy nieprawdopodobnie duże bałwany. Na wakacje jeździliśmy pociągiem ( rezerwacja całego przedziału) i było super. Teraz muszę wszystko dokładnie przemyśleć, nie ma w moim działaniu tyle spontaniczności co kiedyś. I nie mam już siły , aby całą noc piec ciasto na święta, a potem z samego rana pastować podłogi w całym mieszkaniu. Przez cały czas trwania naszej dużej rodziny nikt nam nie pomagał w codziennych pracach domowych. Moja mama przyjeżdżała tylko czasami , aby popilnować dzieci, gdy zmiany nam sie pokrywały. I cały czas pracowaliśmy zawodowo, ja trochę krócej bo w szkole. I mimo wszystko bardzo miło wspominam tamten czas. Może to paradoks, ale teraz czuję sie bardziej zmęczona niż wtedy. Ale chyba drzemią we mnie jeszcze jakieś pokłady energii, bo czuję chęć działania i...działam ;)
Kinga - 2007-12-04, 22:36

Małgorzata napisał/a:
... albo wariaci lub święci (a może jedno i drugie :D)

tak!! zgadzam się w zupełności (jak zwykła mawiać moja córka) wszak święci, to zazwyczaj wariaci...ludzie "normalni" tak o nich mówią...

ja ostatnio połączyłam pracę z wychowywaniem dzieci...otworzyłam gabinet prywatny, gdzie robię różne terapie dla dzieci z wyzwaniami rozwojowymi...i chociaż na razie nie przynosi mi to super dochodu, to mam czas i miejsce dla naszych dzieci, a o to chodzi mi najbardziej
jest też grupka obcych dzieci z miasta, albo z innych miejscowości, które przychodzą na terapię raz, lub 2 razy w tygodniu i w ten sposób zarabiam na opłaty i funkcjonowanie gabinetu
mam nadzieję, że w przyszłości będzie więcej pacjentów....a póki co - dobrze jest jak jest :)
terapię moich Maluchów mam zapewnioną, a przy okazji czas jeszcze dla innych i przyjemność, bo naprawdę lubię to, co robię

Małgorzata - 2007-12-04, 22:45

Kinga napisał/a:
.otworzyłam gabinet prywatny, gdzie robię różne terapie dla dzieci z wyzwaniami rozwojowymi..


Braaawo! Kinga, bardzo się cieszę! :d

pogodzić - 2007-12-05, 23:33

Też pracuję z dziećmi. Moje oczywiście o tym wiedzą. Nie mam normowanego czasu pracy co dla mamy dwóch szkrabów jest bardzo wygodne. Ponieważ częścią mojej pracy jest przygotowywanie pomocy edukacyjnych i zabawek, dla podopiecznych, moje dzieci często mi w tym towarzyszą. Razem np. wycinamy kształty z różnego rodzaju papierów faktur, materiałów, czasem wyprobowujemy zrobione wspólnie gry planszowe, własne puzle itd. bywa też, że to moje dzieci są autorami nowych zabaw, które potem wykorzystuję do pracy z innymi dziećmi.
Bywają okresy, że jest mnie w domu mniej i mam zajęte wieczory, ale potem staram się rekompensować swoim dzieciom ten czas. Lubimy wspólne wypady na wieś i do naszych znajomych w różnych częściach kraju. Dzieciaki bardzo lubią jeździć samochodem, potem często wspominają wycieczki i to, w co i z kim bawiły się podczas takiego wypadu.

Gośka - 2007-12-11, 22:34

No i kochani sukces! Pierwsza trójka z angielskiego. Cieszę sie niezmiernie. Ćwiczymy dużo, nie tylko z angielskiego. Sama " tworzę" różnego rodzaju ćwiczenia, aby rozwijać zaburzone funkcje. Bawimy się wyrazami, łamigłówkami, robimy fajne rzeczy na komputerze. I kiedyś zwątpiłam, że może być lepiej. Ale jest! Poza tym nasze gimnazjum jest fantastyczne, nauczyciele wiedzą o problemach Karoliny i pomimo dużej ilości uczniów w klasach wspierają ją. Pomimo szarugi na dworze jest mi bardzo wiosennie. kwiatek
Małgorzata - 2007-12-11, 22:43

Gośka,

brawo brawo

Gośka - 2007-12-11, 22:57

Dzięki, nic tak człowieka nie mobilizuje jak nawet mały sukcesik...Niewiele starszy od Karoli syn mówi, że on za trójki dostaje burę, a tu wszyscy szaleją z radości. I gdzie sprawiedliwość? chytry
bolek - 2007-12-12, 00:42

Lepsze nic niz zero.

Ale to chyba tu nie pasuje?

Gośka - 2007-12-12, 00:53

Dla niej trójka to ogromny sukces. ZACZYNA COŚ ZAPAMIĘTYWAĆ. Oby tak dalej.
Alicja R. - 2007-12-12, 09:33

Moja najstarsza w wieku 11 lat (wtedy do nas przyszła) nie umiała dodawać na palcach w zakresie 10. Tabliczka mnożenia - nie do przeskoczenia. Teraz w gimnazjum pani ją chwali, że się stara, jak dostanie 2 z kartkówki, to się cieszę jak głupia, bo na nią SAMA zapracowała. Ale ile to pracy w domu...................... Czasami ręce opadają od tych jej "mądrości", a już ze dwa razy wyszłam z pokoju z tej bezsilności przebicia się do niej. Ale nie poddam się, będę wymagać i ćwiczyć z nią (z innymi też), a czasmi robić za nią, gdy już zablokuję się na amen.
Gośka - 2007-12-12, 15:47

Generalnie przerabiamy to samo. Tylko, że ostatnio coś drgnęło. Nadal wiadomości i umiejętności małej pozostawiają wiele do życzenia, ale ona czasami chce się uczyć. Kiedyś nigdy nie chciała. Czasami jest wściekła na cały świat i wtedy szkoda fatygi na naukę, trzeba poczekać aż ochłonie. Matematyka leży zupełnie, ale...dość sprawnie dodaje i odejmuje w pamięci w zakresie 100, mnoży, dodaje i odejmuje pisemnie prawie dobrze. Ale zadania tekstowe...Wychwytuje wzrokiem liczby jakie są w tekście i mnoży ilość kilometrów przez ilość osób, dodaje numer zadania i ...gotowe.A jak chcę jej wytłumaczyć, że to trzeba inaczej, to się obraża i mówi, że mnie to nic nie pasuje.
Alicja R. - 2007-12-12, 21:33

Z tym obrażaniem - dokładnie tak samo mam z chłopakami.
Gośka - 2007-12-13, 00:05

Alicjo napisz coś więcej o swojej rodzinie, jak sobie radzicie, co jest największym problemem.Taka wymiana poglądów ( przynajmniej mnie) jest bardzo potrzebna, nowe doswiadczenia , rady innych pomagaja mi zrozumieć moje dziecko. Czasami inni widzą to, czego ja nie widzę, a powinnam.... chat
Alicja R. - 2007-12-14, 21:54

Od ponad 3 lat jesteśmy rodziną zastępczą. Mamy 6-tkę rodzeństwa. Radzimy sobie, bo jestem osobą, która łatwo się nie poddaje, aczkolwiek co wieczór czuję ogromne zmęczenie. Bardzo chciałabym odpocząć, ale wiem, że jak kwoka muszę czuć bliskość dzieci i odpoczynek by mnie zmęczył. Mamy fajne dzieciaki, nie mamy większych schorzeń i zaburzeń.
Jestem nauczycielem, pracowałam w podstawówce i gimnazjum, dobrze pracowało mi się z uczniami, mimo, że bywała to często trudna młodzież.
Konsekwencja, zrozumienie, dyscyplina i dialog. Ja mogę - ty możesz, nie musimy się lubieć, ale szanujemy się. Czas na skupienie i pracę - czas na luz i żarty.
To staram się stosować też w rodzinie. Jestem stanowcza a czasem nieustepliwa w pewnych sprawach, a pewne rzeczy odpuszczam. Nauka to dla mnie priorytet (my wiecznie żyć nie będziemy- mówimy z mężem), tego, co w głowie nikt wam nie zabierze, a wręcz w życiu pomoże.
Mąż zadbał o stronę sportową, bo do tego mają talent. Trenuja judo z ogromnymi sukcesami, mamy trochę złomu w domu.:) w szole sukcesy w tenisie, lekkoatletyce.
Po okresie zahukania, wstydzenia sie , wycofania mamy odkryte talenty aktorskie, choć niektóre większe. śpiewają, występują. Szkoła jest super, bo wciąga do wszystkiego wszystkich.
Wszystkie sukcesy indywidualne, zespołowe to powód do dumy dla całej rodziny.
Z nauką jest gorzej, ale mamy opinie z PPP, pracujemy i każde na miarę swoich możliwości pracuje dobrze.
Zaczęli sięgać po ksążki, nie lektury, bo zaczęcała cowieczornym czytaniem. I chcą s łuchać, burzą się gdy kończę. Jeszcze...
Wspólnie przygotowujemy ciasteczka na święta, pierniczki, itp.
Wspólne wyjazdy na wycieczki, choć ostatnio mało, bo mąż dużo pracuje.

Alicja R. - 2007-12-14, 22:16

A teraz problemy, bo są.
Wieczne pilnowanie rzeczy, planu lekcji, obowiązków, zachowania przy stole, ubierania, noszenia okularów, aparatów ortodontycznych, biegania po domu (schodach).
Gdy nie pomogło ciągłe przypominanie o aparatach, to poszły w ruch pieniążki. Mają kieszonkowe i z niego za brak aparatu w buzi - 50 gr. Od czterech osób "udało się" zebrać ok. 150 zł! Ostatnio pustki w skarbonce, bo pilnują się bardzo. I jeszcze czegoś się przy okazji tego nauczyli, przestali na siebie donosić (no może jeszcze nie całkowicie). Kupiłam im za te pieniądze porządne gry (m.in. Scrable).
Odrabianie lekcji opisałam wcześniej. Kontroluję i nie daję sobie nic wcisnąć o braku zadań domowych, bo pani nic nie zadała.
Mniej się biją, bo trenują trzy razy w tygodniu, a i zawodów dużo w soboty czy niedziele. Mają możliwość wyżycia się.
Najwięszym moim problemem jest MOJE ZMĘCZENIE. Czasem nie wyrabiam, bo zdecydowana większość obowiązków spadła na mnie. Zycie z kalendarzem i zagarkiem w ręku, dzielenie drobnych obowiązków między dzieciaki, wysłuchiwanie tych relacji z kłótni, ogladanie fochów, gdy trzeba coś zrobić, a to akurat nie to co sobie R. wymyślił. Powtarzanie po wielokroć tych samych zasad.
Najmłodsza ma 2 latka i należy do tych biegających, daje też wycisk, bo charakterek jej się wyrabia.
Bywa gorąco, głośno i ostro. Ale bywa słodko i miło.

Alicja R. - 2007-12-14, 23:19

Trochę nie na ten temat, ale odpowiadałam na pytanie. Jeśli można moje wypowiedzi przenieść gdzie indziej to proszę kwiatek
Gośka - 2007-12-14, 23:44

No ten jeden raz Małgosia nam wybaczy. Na przyszłość na pogaduchy wybierzemy się do szatni. chat Dzięki Alicjo, że sie odezwałaś. Z Twojej wypowiedzi wynika, że dzieciaki sa bardzo sprawne fizycznie. Moja Mrówka niestety, nie przepada za dodatkowymi dawkami ruchu, ledwie toleruje w-f w szkole. Ale za to wykazuje zdolności plastyczne, więc robimy sobie różne śmieszne robótki.

Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group